|
|
|
|
„Spoglądając
na Kraków”
Najcudowniejsza
pora roku w romantycznym Krakowie!
Natchniony czerwiec. Pogodne dni i upalne noce. Krakowianie i goście
z całego świata, odpoczywający w cieniu bajecznie kolorowych,
kawiarnianych parasoli, okalających cały Rynek Główny. Tętni on
bujnym życiem towarzyskim, do późnych godzin nocnych. Najpiękniejszy
widok na to „bijące serce Krakowa”,
roztacza się z wieży Kościoła Mariackiego.
Jej wysokość jest niebagatelna, to 81 metrów. Kiedy w roku 2001
otwarto „hejnalicę” dla zwiedzających, mogli
się oni cieszyć nią tylko przez tydzień.
Dopiero całkiem niedawno
udostępniono zabytek dla ruchu turystycznego. Od lat sześćdziesiątych
był on zamknięty. Obecnie, wieża
jest czynna w sezonie letnim we
wtorki, czwartki i soboty w godzinach 9-11 i 14-18. Ruch odbywa się
w grupach 10 - cio osobowych, co 20 minut. Bilet kosztuje 5 PLN.
Kościół Mariacki, obok Wawelu czy
Sukiennic to jedna z niepowtarzalnych
budowli Krakowa. Górującą nad krakowskim Rynkiem Głównym
świątynię zbudowano w latach 1287-1320
w stylu gotyckim. Charakterystyczną jej cechą
są dwie wieże, różniące się wysokością. Jak głosi
legenda budowali je dwaj bracia, z których jeden miał większe postępy
w pracy. Stało się to przyczyną zatargu i brat zabił brata. Pamiątką
dramatycznego wydarzenia jest wiszący
w Sukiennicach nóż. Z wieżami Kościoła Mariackiego
wiąże się jeszcze kilka legend i wiele opowieści, mniej lub
bardziej prawdopodobnych. Ta najbardziej znana, przypominana jest co
godzinę przez strażaka, grającego hejnał. Melodia w pewnym
momencie gwałtownie zostaje przerwana. Ma to symbolizować moment,
kiedy przed wiekami, strzała tatarska przebiła gardło grającego na
alarm.
Słynna „hejnalica” należy do miasta, natomiast druga niższa
„dzwonnica„ jest własnością
kościoła. Wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego kościół
jest usytuowany ukośne w stosunku do Rynku?
Świadczy to o przedlokacyjnym
jego pochodzeniu. Jak wykazały badania, świątynię zbudowano
częściowo na ruinach zburzonego przez Tatarów romańskiego kościoła.
Posiadając już taką wiedzę,
wchodzimy drewnianymi schodami do miejsca, z którego roztacza
się niezwykły widok na miasto i okolice. Wspaniale jest wysłuchać
hejnału, stojąc wewnątrz wieży,
a nie tylko u jej
podnóża. Wracając jednak do opowieści,
które mają związek z Kościołem Mariackim, przypomnijmy
czytelnikom, iż to tu, w
tej świątyni znajduje się jeden z najpiękniejszych i
najcenniejszych ołtarzy epoki gotyku. Jest nim arcydzieło sztuki
snycerskiej mistrza z Norymbergii, Wita Stwosza.
Spoglądając z wieży
w kierunku południowo wschodnim, tuż u jej podnóża, dostrzeżemy
jeden z najcudowniejszych zaułków miasta, mianowicie Plac Mariacki.
Może nie wszyscy wiedzą o tym, że
kiedyś był to teren cmentarza parafialnego. Nekropolia
istniała do roku 1795,
kiedy to wszedł w życie przepis zabraniający grzebania zmarłych na
cmentarzach przykościelnych, w
obrębie murów miejskich Krakowa. Dziś, o dawnym przeznaczeniu tego
miejsca, świadczą tylko liczne tablice epitafijne w murach kościoła,
jak i relikt kaplicy cmentarnej, stanowiący
element kościoła św. Barbary.
Warto zauważyć, iż w ubiegłym
roku jezdnia i chodniki Rynku Głównego otrzymały mową estetyczną
nawierzchnię z kostki brukowej. Pozostaje jeszcze do wymiany sam płyta
rynku. Drugim miejscem, skąd można podziwiać panoramę w tej części
miasta, jest udostępniona również dla zwiedzających wieża
ratuszowa. Za jedyne 4 PLN mamy okazję popatrzeć na miasto z
poziomu, gdzie znajduje
się mechanizm starego ratuszowego zegara. Limit czasu przebywania na
wieży nie obowiązuje, można wejść i podziwiać widoki do woli. A
jest na co popatrzeć! Ciekawie prezentują się stąd
kościoły Mariacki
i św. Wojciecha, św. Anny, św. Piotra i Pawła, O.O.
Dominikanów, krakowskie
kamieniczki, Sukiennice, Wawel.
Kiedy już poczujemy się zmęczeni
tymi wyprawami na „dach
Krakowa”, aby wzmocnić się przed dalszym zwiedzaniem miasta, możemy przycupnąć w jednej z licznie usytuowanych restauracji na
rynku. Z poziomu wygodnego, wiklinowego fotela
będziemy upajać się
niepowtarzalną, otaczającą nas atmosferą.
- Jolanta
Iga J. i Artur Turyna
- Opublikowano:
Magazyn społeczno kulturalny "AURA" - Nowy Jork / USA
- czerwiec 2003
|
|
|
|
|
"Gdzie
jest młodzież z tamtych lat?...
Ach,
to cudowne, lato 2003!
Mała wilgotność powietrza, niebo jak nad egipską Doliną Królów,
wszechobecna zieleń. Właściwie nie trzeba było pakować walizek
i tułać się po innych krajach, mając do dyspozycji zimne
strumienie Tatr, nocne spacery brzegiem wyjątkowo ciepłego Bałtyku,
czy spływ kajakiem po mazurskich jeziorach. Roznoszące się w
powietrzu letnie zapachy, z jednej strony uskrzydlają i sprawiają,
że człowiek czuje się młodszy i weselszy, a z drugiej strony
kierują nas do świata młodzieńczych przeżyć.
Każdego dnia śliczne
nastoletnie dziewczyny
i ich dobrze zbudowani rówieśnicy, opaleni i podkreślający
walory swego ciała, mijają nas na ulicy. W tym momencie mimowolnie
, rodzi się pytanie. Jakie wyznają wartości, czym się zajmują w
wolnych chwilach, czy nie boją się przyszłości? Pewnego upalnego
wrześniowego wieczoru, lecz jeszcze letniego, przechodziłam obok
Liceum Nowodworskiego przy Placu na Groblach. Czynię to dość
często, lecz nie zawsze ulegam uczuciu nostalgii. Wtedy wraca
wszystko co się przeżyło. Szczęśliwy ten, który potrafi przywołać z pamięci pewne obrazy i wyświetlić
je niczym film na ekranie wyobraźni. Czy Wy, „Nowodworczanki”,
plus minus czterdziestolatki, mieszkające za oceanem, pamiętacie
jeszcze chałaty z marynarskim kołnierzykiem, które z obrzydzeniem
chowało się do plecaków przed bramą liceum?
Oczywiście ten
proceder miał miejsce po skończonych zajęciach! Wtedy to całe
grupy przyjaciół, zwabione mocno grzejącym,
wrześniowym słońcem,
zajmowały natychmiast najbliższe ławki na Plantach, a
potem przechodziły na aromatyczną kawę do „Kukułki”.
Kawiarenkę tę, znajdująca się u stóp wawelskiego wzgórza, na
Powiślu, znali nie tylko uczniowie „Nowodworka” ale i inni
licealiści. Już schodząc po schodach, do jej wnętrza słychać
było rozważania o tym, co będziemy robić w przyszłości.
„Sprzedawaliśmy” sobie wzajemnie „wywrotowe” kawały i
obalaliśmy ustrój. To była tzw. „Gorączka piątkowego popołudnia”.
Inni, w poszukiwaniu pysznego grzańca docierali do „Pasieki” na
Małym Rynku. Modą było „zaliczenie” pierwszej krakowskiej
pizzerii, mieszczącej się w sąsiedztwie kawiarni.
Tak dojrzewali
młodzi ludzi, kształtowały się ich charaktery, rodziły
pragnienia i miłości, z rzucanych sobie wzajemnie ukradkiem
przelotnych spojrzeń. Czasem, gdy wspomnę „Kolorową”
na Gołębiej oraz „Fafika”
na Siennej ściska mnie w gardle. To były kawiarnie z niepowtarzalnym klimatem. A może to właśnie my tworzyliśmy
ten klimat? Na najlepszą oranżadę chodziło się do „Buzera”
w Podgórzu, a wyśniony Żywiec Full Light prawie zawsze był dostępny
w „ Okrąglaku”, w Parku Jordana. Alejkami spacerowali zakochani
, trzymając się za ręce. Pod listowiem drzew trwały zagorzałe
dyskusje o profesorach, z których jeden wzbudzał wstręt i odrazę,
a za drugim wskoczyłoby
się w ogień. Trzeci był jak ta „cicha woda”, która brzegi
rwie. Kiedy burza mózgów doszła zenitu, chcieliśmy zmieniać świat
tu i teraz .
Byli tacy wśród nas, co marzyli o
porwaniu samolotu
do Berlina Zachodniego, aby
rozpocząć nowe życie. I o mały włos udałoby im się to. Nad
wszystkim unosiła się mgiełka atmosfery domu rodzinnego każdego
z nas, a nad nią z kolei nadciągała polityczna gradowa chmura.
Wolnymi krokami zbliżał się rok 1980.
Na szczęście istniało coś
takiego jak dyskoteki w domach studenckich. One rozładowywały napięcia
te rodzinne, szkolne i polityczne. Mieliśmy do wyboru „Rotundę”,
„Karlika”, „Perspektywy”, „Tulipana” czy klub „Pod
Przewiązką”. Nastrój jak w piosence ...”ale za sobota była
dla nas”. Kto chciał potańczyć w plenerze, z małpim odgłosem
w tle, wybierał się do słynnego „Las Wegas”.
Restauracja mieściła
się w Lasku Wolskim,
nieopodal ZOO.
Było jednak wtedy jakoś ciszej i spokojniej. Kraków
jawił się bardziej zaściankowym. Ludzie częściej się
odwiedzali, utrzymywali ze sobą kontakty. Dziś każdy, ucząc się
„nowego stylu” życia, zamyka się w swoich czterech ścianach,
bojąc się innych. Obok istniejącej jeszcze „Kukułki” rośnie
ogromny „ Sheraton” przytłaczający sobą niemal całe Powiśle.
Ą czy ktoś wie, że za C.K. „nieboszczki „ w tym miejscu były
koszary wojskowe? Od następczyni „Kolorowej” wieje chłodem.
Och, gdyby te mury umiały mówić! Nie ma już pizzerii na Małym
Rynku ani „Pasieki”, za to w każdej, kamienicznej piwnicy jest
pub, w którym młodzież rozprawia, ale już o zupełnie innych
sprawach. I tak dalej i tak dalej...
Po co się jeszcze bardziej
utwierdzać w przekonaniu że czas upływa. Pozostaje tylko wyjść
z założenia, że to życie mija a nie my! A jednak, z przekorą
zadam Ci jedno pytanie Polko, Polaku zza „ Wielkiej Wody”. Czy
pamiętasz swoje miejsca z tamtych lat w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu,
Poznaniu...?
- Jolanta Iga J.
i Artur Turyna
- Opublikowano:
Magazyn społeczno kulturalny "AURA" - Nowy Jork /
USA - wrzesień 2003
|
|
|
|
|
„Pamiętajcie
o cmentarzach...”
Smutny,
przygnębiający listopad. Nadchodzące Święto Zmarłych przywołuje
wspomnienia o tych co
odeszli, mówi o przemijaniu czasu, przypomina, że nic nie jest
wieczne i że my też kiedyś odejdziemy. Jest to pora kiedy częściej
niż zwykle odwiedza się cmentarze, szukając kogoś lub czegoś,
co już nigdy nie powróci. Tak było i tak będzie na tym szczególnym
miejscu.
W obrębie miasta Krakowa
znajduje się ponad 30 nekropolii. Czy było ich więcej? Ilu
z nas, przechodzących codziennie chodnikami Krakowa, zdaje sobie
sprawę z tego, iż stąpamy
po miejscach wiecznego spoczynku. Czasami, zupełnie nieświadomi
dowiadujemy się o tym dopiero, podczas prowadzenia prac
budowlanych, czy instalacyjnych. Zdarzyło się to wiele razy, jak
choćby z odkrytymi cmentarzami przy ulicach: Smoleńsk, Sarego, Łobzowskiej,
czy placach Wszystkich Świętych i Szczepańskim. Po niektórych
miejscach pamięci pozostały tylko nikłe zapiski w księgach
i wciąż spoczywające tam kości.
Aby rozpocząć „podróż w
czasie” musimy poznać pewne prawa,
jakie panowały w przeszłości. Otóż mamy rezydencję książąt
na Wawelu oraz podgrodzie zwane Okołem,
które Władysław Łokietek
połączył z
Krakowem w roku 1311. W pobliżu Krakowa znajdowały się dwa odrębne
miasta, założone przez króla Kazimierza Wielkiego, mianowicie
Kazimierz i Kleparz.
Prawo kościelne nakazywało chować katolików w poświęconej
ziemi. Od najdawniejszych czasów pochówków takich dokonywano na
parafialnych cmentarzyskach. Jak wskazują wykopaliska,
chowano też obok innych kościołów. To samo prawo kościelne
odmawiało pogrzebania w
„poświęconej ziemi” innych zmarłych, takich jak: innowiercy,
żebracy, nie ochrzczeni, wyklęci, zatwardziali grzesznicy, samobójcy,
skazani, przejezdni
aktorzy i kuglarze. Dlatego poza murami miejskimi istniały
cmentarze, o których dziś już nikt nie pamięta, a na których
chowano owych nieszczęśników. Szczególnie ponurym miejscem był
cmentarz w pobliżu dzisiejszej ulicy św. Gertrudy, na terenie
Plant.. Tam, na bagnach
i łąkach, obok stawu
św. Sebastiana chowano
ofiary epidemii i tych, którzy zostali ”skróceni o głowę”
przez miecz katowski. W miejscu, gdzie dziś stoi Pałac Prasy, przy
ulicy Wielopole, na tzw. Psiej Górce
znajdował się cmentarzyk kalwiński. Aby poznać jeszcze
jedną z tajemnic XIII – wiecznego, podziemnego Krakowa, należy
wiedzieć, że z rąk obrońców osady padło wielu Tatarów. Należało
ich pochować, ale gdzie? Znaleziono
dla nich miejsce ostatniego spoczynku. „Wyspa tatarska” - bo o
niej mowa – znajdowała się na Wiśle, mniej więcej w miejscu,
gdzie dziś stoi Most Grunwaldzki.
Swoją smutną historię mogłyby
też opowiedzieć krakowskie Błonia. Tam bowiem, na wysepkach, wśród
rozlewisk i bagien płynącej wówczas Rudawy i niecieczy kończyli
swój żywot nieszczęśnicy, których dosięgły liczne w tych
czasach epidemie. Nie sposób nie powiedzieć też o kirkutach,
cmentarzach należących do gmin żydowskich. Pierwszy taki, mieścił
się poza murami, gdzieś u wylotu dzisiejszej ulicy św. Anny,
pozostałe na Kazimierzu, dokąd z rozkazu
króla Jana Olbrachta przesiedlono ludność żydowską w
1495 roku. O pierwszym, tamtejszym kirkucie wiemy niewiele. XVI
wieczne macewy, nagrobki cmentarza Remu są zabytkiem renesansowej
sztuki. W roku 1800, przy ulicy Miodowej założono cmentarz żydowski,
zwany Nowym, który funkcjonuje do dziś. Pozostałe kirkuty Podgórza,
w czasie ostatniej wojny zostały sprofanowane i
doszczętnie zniszczone przez
nazistów. Ludność katolicka,
mieszkająca na Kazimierzu, posiadała swoje własne
cmentarze. Jeden na terenie parafii kościoła Bożego Ciała, drugi
znajdował się przy nieistniejącym dziś kościele św. Wawrzyńca,
na którym grzebano biedotę i topielców.
Wspomnijmy też o podgórskich
nekropoliach. Miasto Podgórz - założone na drugim brzegu Wisły przez Austriaków -
stanowiło odrębną jednostkę administracyjną do 1915 roku, kiedy
to stało się częścią Krakowa. Dwa najstarsze
to maleńki cmentarzyk na
zboczu Krzemionek i drugi czynny do dziś na wschód od Kopca
Krakusa.
Wróćmy jednak do tego, co czyni z Krakowa nekropolię
narodową. Jest to Wawel i Skałka. To tutaj pochowani są królowie
polscy i ich rodziny. Znajdują się szczątki wielu słynnych Polaków.
Wymieńmy niektórych: Józef Piłsudski, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki,
Adam Asnyk, Stanisław Wyspiański, Józef Ignacy
Kraszewski, książę Józef Poniatowski i wielu innych.
Warto też wspomnieć o symbolicznych mogiłach w postaci kopców
krakowskich. Na pierwsze miejsce wysuwa się Kopiec Tadeusza Kościuszki
zwany dawniej Mogiłą Kościuszki oraz Kopiec Józefa Piłsudskiego
na Sowińcu. Dwa pozostałe krakowskie kopce Wandy i Krakusa
trudno jednoznacznie zaliczyć do mogił, gdyż badania nie
potwierdziły takiego ich przeznaczenia,
a wiemy tyle o nich, że powstały prawdopodobnie około VII
wieku i pełniły raczej rolę sygnalizacyjną. Do symbolicznych mogił, możemy
natomiast zaliczyć kilkunastometrowy kopiec w Niepołomicach, poświęcony wiktorii grunwaldzkiej.
Wróćmy jednak do kościołów.
W ich podziemiach i przyległych kaplicach znajdują się groby
mnichów i księży, zasłużonych, bogatych mieszczan, reprezentantów
możnych rodzin. Taki zwyczaj grzebania zmarłych dotrwał do roku
1784 kiedy to cesarz austriacki
Józef II wydał
dekret, traktujący o pochówku zmarłych. Wedle owego dokumentu,
zabroniono chowania w
obrębie murów miejskich. Ciasnota na nich panująca, względy
higieniczne, a nade wszystko przepis nakazujący usunięcie
cmentarzy, podpowiadały potrzebę utworzenia dużej nekropolii
komunalnej.
I tak dochodzimy do roku 1802, kiedy to na terenach
odkupionego od Karmelitów Bosych
podmiejskiego folwarku Bosackie
założono cmentarz miejski, zwany Cmentarzem Rakowickim
Pierwszą osobą tam pochowaną była młoda dziewczyna Apolonia z
Lubowieckich Bursikowa. Stało się to w 1803 roku. Od owego czasu
Cmentarz Rakowicki słynie
jako miejsce pochówku
wielu znamienitych Polaków. W dobie porozbiorowej
był świadkiem pogrzebów,
które przeradzały w patriotyczne manifestacje. To tutaj leżą
takie osoby jak: Jan Matejko, Ignacy Daszyński, Kossakowie, Lucjan
Rydel, Józef Mehoffer, Gustaw Ehrenberg, Helena Modrzejewska i
wielu innych. Rakowice to również liczne
mogiły uczestników powstań, a w szczególności 1831,
1846, 1848 i 1863. Na
wieczny spoczynek udali się tutaj żołnierze obu wojen światowych
i wojny Polsko – Bolszewickiej z 1920 roku.
Pozostając przy
temacie – archetypie śmierci nie sposób zapomnieć o jego
odzwierciedleniu w zwyczajach i sztuce. W średniowieczu był
obyczaj ustawiania przed szpitalami tzw. Latarni umarłych. Była to
kapliczka z płonącym ognikiem, mającym przestrzegać przechodnia.
Łaskawy czas pozwolił na przetrwanie dwóch takich budowli w
Krakowie. Obie dziś pełnią rolę kapliczek. Jedna znajduje się
na Plantach, obok Hotelu Royal, druga zaś przed kościołem
św. Mikołaja, przy ulicy Kopernika. Jeszcze jeden obyczaj, równie stary,
który niestety przetrwał tylko częściowo, w postaci dzwonka,
zawieszonego na froncie kościoła. Ów „Dzwonek za konających”
odzywał się w chwili śmierci parafianina. Do dziś można je
zobaczyć na murach kościołów OO. Dominikanów, Mariackim, św.
Floriana. Obserwując liczne tablice epitafijne na elewacjach
krakowskich kościołów, można wyczytać wiele interesujących
informacji o społeczeństwie tego miasta. Szczególnie ciekawe
są symbole i architektura grobów. Najpopularniejsze, dziewiętnastowieczne
motywy nagrobne to: geniusze śmierci czyli anioły ze zgaszonymi
pochodniami, złamane kolumny, motyle, amorki oparte o krzyże,
kotwice, wieńce dębowe i laurowe.
W sąsiedztwie produkowanych
masowo sztukaterii odsłaniają się prawdziwe dzieła sztuki. Możemy
oglądać rzeźby dłuta znakomitych artystów: A. Popiela, T. Błotnickiego,
E. Stehlika, K. Laszczki. Podobnie rzecz się ma z epitafijną poezją.
Od przeciętnych strof, wysławiających cnoty zmarłego, po wiersze
tworzone przez znanych poetów. Ludzie odchodzą, cmentarze zostają.
Powtórzmy za Starożytnymi „Ars
longa vita brevis”
- Jolanta Iga J.
Artur Turyna
- Opublikowano:
Magazyn społeczno kulturalny "AURA" - Nowy Jork /
USA - listopad 2003
|
|
|
|
|
„Wśród
nocnej ciszy...” – polska Wigilia w Bronowicach
Nad
podkrakowskimi Bronowicami zapada zmierzch. Przygarbione chochoły,
śpiące w sadach, oświetla jedynie blask z okien chat. Wszyscy
domownicy i zaproszeni goście gromadzą się wokół odświętnego
stołu. Gospodyni patrzy w okno i oznajmia z radością, że oto właśnie
zaświeciła pierwsza gwiazdka. Tradycja chrześcijańska
mówi, iż wiodła ona trzech króli do Betlejemskiej
stajenki, obwieszczając im narodziny Pana.
Vigilia oznacza
po łacinie czuwanie lub straż nocną / nawiązanie do Starego
Testamentu /. W tradycji ludowej zaczynał się od tego dnia czas
godów, obrzędów magicznych, wieczornego wieczerzania, nawiązywania
kontaktów ze zmarłymi. Trwało to aż do dzisiejszego święta
Trzech Króli, a wiązało się z okresem zimowego przesilenia słońca
i nadejściem nowego roku. Uczta wigilijna to powrót do rajskiego
świata, przesyconego pojednaniem żywych i umarłych. Według
wierzeń, w tę noc
zwierzęta mówią ludzkim głosem, woda zmienia się w wino, drzewa
kwitną w ogrodach. Nie istnieje śmierć, wrogość ani zło.
Moje
myśli zostają w tym momencie przerwane, gdyż dostojna gospodyni
wnosi specjały kuchni polskiej, przygotowane
z mąki, kasz, jarzyn, owoców, orzechów i oczywiście ryb.
Od dawien dawna na dworach magnackich stawiano 11 potraw / powinno
być 12, jak dwunastu apostołów, jednak liczbę 1 uznawano za szczęśliwą
/, u szlachty 9 potraw, w chłopskim domostwie od 5 do 7. Na sianku
leżą opłatki. Jedynie w polskiej tradycji wigilijnej istnieje
obyczaj dzielenia się nim. Nazwa pochodzi od łacińskiego słowa oblatum
- dar ofiarny. Na opłatkach widnieją sceny: hołd trzech króli,
pokłon pasterzy, motywy kolędowe. Ich spożywanie to nawiązanie
do biblijnego wydarzenia, kiedy to Chrystus łamał się chlebem ze
swymi uczniami, podczas ostatniej wieczerzy – tak też czynimy na
jego pamiątkę.
W okresie starochrześcijańskim był zwyczaj chlebów
ofiarnych składanych na ołtarzu. Dokładnie nie wiadomo, w którym
momencie opłatek przejął rolę chleba. Milkną kłótnie,
nieporozumienia, dramaturgia dnia powszedniego odchodzi w cień.
Jednocząc się, myślimy o tych, co odeszli. Zawsze, według starej
tradycji stoi na stole dodatkowe nakrycie. Gospodyni rozlewa
czerwony barszcz do talerzy, napełnionych
uszkami. Proponuje również grzybowy albo kremową zupę. Wszyscy
sięgają po karpie w panierce z bułki lub z migdałów. Łuski
ryby należy zachować w portfelu do przyszłego roku, by był on
zasobny. Uczestników wigilii zachęca się również do próbowania
gołąbków z kaszy i grzybów, kompotu z suszonych śliwek i jabłek,
kisielu żurawinowego no i oczywiście specjału nad specjałami...
polskich pierogów z kapustą, najlepiej przyrumienionych na
patelni. Na osłodę raczy się nas makowcem, piernikiem z
cynamonem, goździkami i bakaliami. Jest także keks z figą,
rodzynkami, orzechami, dynią i daktylami - po krakowsku
zwany cwibakiem.
Jedząc te pyszności, przyglądam się dokładnie
wystrojowi wnętrza. Gospodarz zadbał o to, aby w kątach izby stały
nie wymłócone snopki zboża, tak jak to od wieków bywało. Po
wieczerzy, kręcono z nich powrósła i obwiązywano drzewka owocowe
w sadzie, by dobrze rodziły. Na stole leży sianko. Gospodyni staje
tyłem i rzuca go za siebie, żeby jak
najwięcej osiadło na powale, bo od tego zależy zasobność
portfela domowego w nadchodzącym roku. Źdźbła, znajdujące się
pod talerzami, mają magiczne znaczenie. Ich kolor może oznaczać
dla panny szybkie zamążpójście, długie oczekiwanie lub
staropanieństwo Pestki z kompotu oraz wyłuskane ziarna zboża ze
snopków także mówiły o tym co czeka ją w przyszłości.
Gospodyni opowiada, że jej przodkowie
wykradali coś
niewielkiego sąsiadom w czasie wigilii, by zapewnić sobie dostatek
i pomyślność. Jednak nigdy nie należało niczego pożyczać,
zostawiać na sznurze suszącej się bielizny, kłaść się podczas
dnia do łóżka. Mogło to wróżyć przyszłą chorobę lub
niedostatek. Obowiązkowa była kąpiel w miednicy,
na dnie której leżała srebrna moneta. Jeść należało
bez przerywania, odkładania widelca lub łyżki, bo można było
nie doczekać przyszłych świąt. Jeśli pierwszym gościem w tym
dniu okazał się mężczyzna, oznaczało to pomyślny rok. Najlepszą
wróżbą, byli stojący w
progu kolędnicy z szopką i gwiazdą oraz chłopcy przebrani za
turonia, niedźwiedzia, kozę czy żurawia, domagający się
szybkiego poczęstunku.
Opowieść gospodyni o obrzędach jej ojców
i dziadów została przerwana gdyż gospodarz wnosi rybne przysmaki
i sałatki. Płaty śledziowe, rolady z pstrąga, do tego pieczony w
domu chleb z dynią , miodem i orzechami, kajzerki z soczewicą i słone
paluszki, a do nich sałatka jarzynowa i makaronowa. Na deser
miodownik, strucle orzechowe i bezy. Przyszedł także czas na
trunki w postaci okowity i miodu pitnego.
Mój wzrok wędruje w
stronę stropu izby. Wisi tam sad, Boże drzewko lub podłażnik –
druciane koło, ozdobione gałązkami jodły jemioły, orzechami,
jabłkami. Obok niego świat, ozdoba z kolorowych opłatków. Był
on symbolem powrotu do początku, do jedności praw ludzkich z
kosmosem, siłami nadprzyrodzonymi. Wyrażał siłę
życia, wegetację roślin, dostatek i radość. Przy stole ma miejsce niewielkie zamieszanie. Dzieci nie mogą już dłużej
czekać na prezenty i nie powinno się ich zbytnio upominać ponieważ
źle to wróży przyszłym, dobrym z nimi stosunkom. Wszyscy
kierują swe kroki w stronę błyszczącej,
pachnącej żywicą choinki. Skąd pojawił się obyczaj stawiania w
domach tego wyjątkowego drzewka? Już w
Biblii, w księdze Izajasza 60,13 pojawiają się o nim słowa:
„Chwała Libanu do ciebie przyjdzie, jodła i bukszpan i sosna
społem aby przyozdobić miejsce świętości mojej”. Pewnej
zimowej nocy, Marcin Luter – duchowy przywódca Reformacji,
dostrzegł w lesie jaśniejącą choinkę. Upatrywał w tym
zdarzeniu związek z pojawieniem się aniołów przed pastuszkami w
Betlejem. Odtąd rozświetlone drzewko zagościło w jego domu.
Niemieccy mieszczanie wprowadzili ten zwyczaj już w
XV wieku. Legenda mówi także o cudownym wyratowaniu dziecka
przez św. Bonifacego. Miało ono zginąć w obrzędowym ogniu. Święty
wyrwał niedoszłą ofiarę poganom, a miast niej chciał wrzucić
ścięty pień dębu. Wtedy także pojawiła się pełna blasku
choinka, symbol wiecznego życia. Jest jeszcze wiele podań
na ten temat. Tak naprawdę, pamiętamy tylko o tym,
że gdy Jezus przyszedł na świat drzewa i krzewy pokryły
się kwiatami i owocami. Obecność choinki w Polsce datuje się na
XVIII / XIX wiek. Od tego czasu zastępuje lub towarzyszy gałęzi
zielonej, wiszącej u powały oraz snopowi, stojącemu w kącie.
Jest ona jak biblijne drzewo, pełne jabłek, owoców, cukierków.
Na szczycie lśni gwiazda betlejemska wyznaczająca drogę. Światło
świec to odzwierciedlenie nieskończonej miłości boskiej. Łańcuchy,
jako wspomnienie węża,
wiją się i przypominają o podstępności.
Czas sięgnąć po
prezenty. Ich początki były bardzo odległe. Bogaci patrycjusze
rzymscy, czcząc w grudniu boga Saturna, obdarowywali się nimi
wzajemnie. Pamiętamy jednak najbardziej o św. Mikołaju pochodzącym
z Miry w Azji, biskupie z Bari, opiekunie ubogich. Wiedzą o nim
wszyscy chrześcijanie i wyznawcy innych religii. W Polsce zaczęto
dawać prezenty z tej okazji pomiędzy XVIII i XIX wiekiem. Oto
nastał czas kolęd, śpiewamy je wszyscy razem. Rozbrzmiewają
„Lulajże Jezuniu”, „Jezus Malusieńki”, „Gdy śliczna
Panna” oraz pastorałki „ Do szopy hej pasterze”, „ Oj Maluśki,
Maluśki”, „Przy onej górze”. Słowo kolęda wywodzi
się z języka łacińskiego calendae i oznacza pierwszy dzień
miesiąca. Calendae styczniowe było w starożytnym Rzymie
bardzo uroczyście obchodzone. Śpiewano wtedy doniosłe pieśni.
Wraz z nastaniem chrześcijaństwa, zaczęła się nowa rachuba
czasu. Polskie kolędy to pieśni typowo religijne, związane z
przyjściem na świat Jezusa Chrystusa. Zmiana znaczenia słowa kolęda
i przejęcie przez niego religijnego wydźwięku nastąpiło w
Polsce w XIV wieku.
Czas już pożegnać miłych gospodarzy. Zamknęły
się za nami drzwi chłopskiej chaty w podkrakowskich Bronowicach,
gdzie do dzisiaj czuć atmosferę „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego.
Gospodarz wyprowadza nas przed dom i zaprasza na jutrzejszą biesiadę.
Obiecuje coś z drobiu - kaczkę z anyżkiem, pieczoną gęś z
kapustą oraz coś wyjątkowego: pasztet z zająca i bażanta w
jarzynach. Wracając naszą „Zaczarowaną
Dorożką” myślę cały czas o tym, jak to wigilijne święto
jednoczy nas, Polaków. Jedni kultywują zwyczaje dziadów i ojców,
inni zaś zapominają o tym. Wielka szkoda! Gdy gromadzimy się przy
rozświetlonych Łaską Pańska stołach, bez względu na wiarę jaką
wyznajemy, czujemy się
bliżsi sobie. Polska wigilia jest zjawiskiem jedynym w swoim
rodzaju. Cechuje ją obecność,
wielu zanikających elementów zwyczajowych i obrzędowych,
przekazywanych z pokolenia na pokolenie, a wywodzących się ze
starych kultur przedchrześcijańskich. To prawdziwy fenomen -
jak wspaniale zostały one napełnione wiarą Chrystusową i
nowa treścią religijną.
Jestem już w bazylice Mariackiej, jednej
z najwspanialszych budowli sakralnych w Polsce. Obok stajenki betlejemskiej
dostrzegam klejnot – tradycyjną szopkę krakowską. Pierwszym
autorem plastycznego odwzorowania motywów Bożego Narodzenia był
św. Franciszek z Asyżu, już w 1223 roku. To co wyróżnia szopkę
krakowska od innych, to konieczne uwzględnienie i podkreślenie w
niej elementów architektonicznych miasta. Świadczy to o ogromnym
przywiązaniu Krakowian do ich grodu. Tworzy się misterne budowle i
co roku wystawia je pod
pomnikiem Adama Mickiewicza na Rynku aby walczyły o laury. Wybiła
północ...słychać hejnał z wieży, rozpoczyna się Pasterka. Z
ust kapłana padają słowa:
„Gloria, gloria, gloria in excelsis Deo”
|
|
Jolanta Iga J.
Artur Turyna
Opublikowano:
Magazyn społeczno kulturalny "AURA" - Nowy Jork /
USA - styczeń 2004
|
|
|
|
|
| <<<
strona główna
galeria
- menu >>> |
|